Czas czytania to tylko niecałe 3 minuty 🙂

Lokalne lumpy postanowiły zorganizować imprezę. Ekstra! W normalnych warunkach chętnie byś się przyłączył, problem w tym, że jest północ z niedzieli na poniedziałek. Ty za pięć godzin idziesz do pracy, a impreza rozkręca się pod Twoim oknem. Uczestnicy drą japy, rzucają w siebie butelkami i – o zgrozo – właśnie zaczynają śpiewać! Poduszka okręcona wokół głowy nie pomaga, a zatyczek do uszu zwyczajnie nie posiadasz. Rany! Uświadamiasz sobie, że to dopiero początek! Prosisz grzecznie o ciszę, a wyrazów z usłyszanej odpowiedzi próżno szukać w słownikach poprawnej polszczyzny.

Idziesz do sklepu. Na Twojej ulicy codziennie cymbały parkują przed przejściem dla pieszych. Tym razem jakiś macho postawił swojego dostawczaka. I właśnie prawie przejechało Cię auto, bo zwyczajnie nie widział, że idziesz przez przejście. Od tygodni zostawiasz specjalistom od parkowania kartki z informacjami, że mają duże szanse stać się przyczyną czyjejś śmierci lub kalectwa, ale lądują na ziemi. Przecież tak trudno o miejsce parkingowe!

Co robisz? Zakładam, że jesteś porządnym obywatelem i reagujesz. Ale nie wariatem, dlatego nie idziesz z kijem na balangowiczów (historia nr 1), ani nie tłuczesz szyb w źle zaparkowanym pojeździe (historia nr 2). Dzwonisz po straż miejską. Moje doświadczenie mówi, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć numer straży miejskiej służy jako telefon zaufania. Wysłuchają Cię, westchną coś ze zrozumieniem o dzisiejszym społeczeństwie i zakończą rozmowę mglistymi obietnicami. Jeśli podejmą interwencję to dziesięć minut po tym, jak ostatni balangowicz doczłapie się na miejsce spoczynku. Do parkujących samochodów nie pojadą, bo mają za mało blokad.

Jak szybciej doczekać się wizyty lokalnych stróżów porządku? Po pierwsze – w momencie podjęcia decyzji o zgłoszeniu czegokolwiek straży miejskiej, przygotuj sobie kawałek papieru i coś do pisania.

Po drugie – kiedy zgłosi się ktoś pod numerem interwencyjnym, poinformuj go/ją, że rozmowa jest nagrywana. Bez względu na to, czy jest.

Po trzecie –  zapytaj ją/jego o imię i nazwisko, jeśli sama/sam się nie przedstawi i te dane zapisz. Po czwarte – po opisaniu sytuacji, zapytaj, za ile możesz spodziewać się interwencji.

Po piąte – poproś o numer zgłoszenia Twojej sprawy i oczywiście zapisz go sobie wraz z godziną, o której dzwoniłaś/dzwoniłeś.

Po szóste – na koniec rozmowy powtórz imię i nazwisko osoby przyjmującej zgłoszenie oraz jego numer. Dziewięć na dziesięć tak zgłoszonych spraw jest załatwianych w ciągu pół godziny. W przypadku tej dziesiątej – niezałatwionej – w wolnej chwili, ale możliwie szybko pisz mailem skargę na brak interwencji do komendanta straży miejskiej, podając zapisane wcześniej dane osoby przyjmującej zgłoszenie. W DW wpisz adres prezydenta i na przykład jakiejś lokalnej gazety. Odpowiedź dostaniesz w ciągu 14 dni.

Takie działanie nie tylko zapewnia nam spokój i bezpieczeństwo, ale uczy instytucje prawidłowego wykonywania powierzonych im obowiązków. Czyli reagowania na KAŻDE zgłoszenie. Oczywiście zakładam, że nie zawracamy strażnikom tyłka, bo jedna strażniczka ma obłędne nogi albo któryś z panów wpadł nam w oko i chcemy sobie na niego popatrzeć 😉