Czas czytania to tylko niecałe 2 minuty 🙂

Przede wszystkim nie bądź taki kozak i nie rzucaj się na słońce jak Reksio na kiełbę. Skóra nie jest przyzwyczajona do słońca, kiedy funkcjonujesz długimi miesiącami opatulony bluzami i długimi spodniami. Jeśli więc od samego początku zaserwujesz sobie cały dzień na plaży, to spalisz się na raka i skończy się okładem z kefiru na plecy. Dozuj więc, człowieku. Nie od razu, luzuj dupę! Rozłóż to sobie na parę dni, a efekt będzie dużo przyjemniejszy dla oka / oczu.

szepcz sam do siebie „Och, Apollo!”

Kiedy już jednak zaatakujesz plażę, to dużo się ruszaj. Biegając, grając w siatkę, robiąc fikołki i inne cuda, opalisz się równomiernie, a pot zwabi promienie słoneczne, czego przecież chcesz. Tak jak i zainwestuj w krople wody, także pływaj często, a po wyjściu z wody, nie wycieraj się – słońce już się tym zajmie. Ogarnij też coś takiego jak przyspieszacz opalania. Koniecznie z tyrozyną i wyciągiem z aloesu, bo takie są najlepsze! Wsmaruj go w skórę dokładnie, z taką samą grubością na każdym odcinku, bez pośpiechu, upajaj się macankiem swojego ciała i szepcz sam do siebie „Och, Apollo!”, będzie przyjemniej. Dzięki temu przyspieszysz produkcję melaniny i tym samym osiągniesz efekt dobrze wyglądającej opalenizny. Dla cierpliwych cwaniaczków polecam również korzystanie z suplementów z beta karotenem. Najlepiej z dwa – trzy miechy przed wakacjami, to rezultaty będą wtedy najlepsze. Nie daj się nabrać na to, że jak będziesz jadł marchewki, to cera ci ściemnieje. Jeśli nie będziesz wbijał w siebie tego tonami, to potraktuj to jako mit – prędzej już zamienisz się w królika. Podobno pomaga masło kakaowe, ale to nie wiem, zarobiony jestem – ja masła to tylko jem.

Piszcie do mnie na paweldrag@op.pl